środa, 12 czerwca 2013

rozdział pierwszy naszego fanfiction :

"BELIEVE AND NEVER GIVE UP" 
Nazywam się Brooke Jones i mam 17 lat. Mieszkam w Nowym Jorku razem z moją mamą i dwójką braci : Ryan'em (15 lat) oraz Spike'em (7 lat). Kocham ich baaardzo. Z Ryanem często się kłócę,a Spike to najsłodsze dziecko pod słońcem i zawsze jest po mojej stronie. Moja mama pracuje jako projektantka i dekoratorka wnętrz. Ojca nie pamie
tam,odszedł,gdy miałam 10 lat... Wracając do mnie; Dobrze się uczę,aczkolwiek parę razy byłam na dywaniku u dyrektora za spóźnienia. Cholerne spóźnienia. Cholerne nowojorskie korki.

*****
Właśnie siedzę sobie przy stole w naszej nowoczesnej i design'erskiej kuchni, jak co rano, z mamą i dwójka braci. Jest monotonnie,nie rozmawiamy ze sobą wcale,mama jest zajęta przeglądaniem czasopism,a Spike "bawi się" swoim śniadaniem i robi pełno bałaganu na stole. Cóż,z Ryan'em nie rozmawiam, ponieważ z rozmawiania przeszlibyśmy na kłócenie się,jak zwykle.
Kochamy się bardzo,no ale tak to już z rodzeństwem bywa,że dzień bez kłótni to dzień stracony.

*****
Gotowa do wyjścia,ubrana w białą koszulę z ćwiekami na kołnierzyku, czarne rurki i moje ukochane miętowe vansy,pożegnałam się z rodziną i wyszłam z domu. Trochę wiało,więc moje długie,rozpuszczone włosy wiatr rozwiewał na wszystkie strony świata, dlatego też postanowiłam je spiąć w koka. Zrobiłam to bez lusterka. "Cholera,jak ja teraz muszę wyglądać. No dobra,wolę nie myśleć", pomyślałam. Wsiadłam do mojego wiśniowego Ferrari (tak,tak,tak,FERRARI !) i odjechałam. Jakoś ominęłam korki i dotarłam do szkoły tak szybko, jak się dało. Niestety trochę za późno. "Świetnie,teraz matma,a jest już 10 minut po dzwonku,kurwa" ,pomyślałam. Gdy zabrałam wszystkie rzeczy z mojej popisanej i obklejonej plakatami niejakiej Rihanny, poszłam prosto do klasy. Po wejściu zobaczyłam,że nauczyciela nie ma jeszcze w klasie. Moja przyjaciółka,Vanessa uśmiechała się do mnie. Miejsce,które zajmuję zazwyczaj, zajęła mi wredna Jessica. "Głupia suka",pomyślałam. Jedyne wolne miejsce było koło nowego chłopaka. Ale co to był za chłopak... O dobry Boże! Jego oczy...takie mądre,piękne, jego włosy... tak idealnie,a jednocześnie niestarannie ułożone, a te usta... just perfect! "Och,dlaczego ja muszę mieć chłopaka?",myślałam sobie.
Cudowny chłopak ubrany był w czarny T-shirt,który idealnie wyglądał na umięśnionym ciele, spodnie lekko mu opadały,ukazując kawałek jego bokserek,aww, na stopach miał fioletowe vansy. "On ma vansy,ja mam vansy,kurde,jesteśmy dla siebie stworzeni... jedyną przeszkodą jest mój chłopak,Jaden,LOL",o tak,moje myśli nie dawały mi spokoju. Podeszłam pewnie do miejsce obok niego,żeby nie wyglądać na nieśmiałą,oczywiście. Usiadłam. Kątem oka zauważyłam,że patrzy. Nachylił się ku mnie i powiedział :
- Justin jestem.
W tym momencie przygryzł wargę. "Matko,jaki on jest boski",pomyślałam. Powiedział to nadzwyczaj dziwnie,ale ok,niech będzie... i tak jest cudowny. Zapomniałam języka w gębie,a w mojej głowie przelatywało milion myśli na sekundę.

^^^^^
Jejku,mamy nadzieję,że podobał Wam się nasz pierwszy rozdział...
Następny dodamy,gdy pod tym rozdziałem będzie 10 wyświetlen i min. jedno +1 <3<3 kocham!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz